Powered By Blogger

poniedziałek, 14 stycznia 2013

11. Kolaże

  Nic nie układa się lepiej. Jeżeli już to jest tylko gorzej. W dodatku, opadam z sił, coraz bardziej. Tak trudno jest w sobie znaleźć chęci do życia, gdy cały czas ktoś pokazuje ci, że jesteś nikim. Tak, chyba się poddałam, chyba zaczynam w to wierzyć. Jedyną rzeczą jaka powstrzymuje mnie od zabicia się jest strach. Co kiedy strach zostanie przysłonięty wydarzeniami codziennych dni? Skąd mam teraz czerpać siłę?
  Znajduję się teraz w najgorszym z możliwych stanów, DO CHOLERY! Ja chcę tylko poczuć szczęście!

Przeglądałam wczoraj stare zdjęcia zrobione przeze mnie, nie miałam internetu, jakoś tak stwierdziłam, że w końcu należałoby coś z nimi zrobić, by nie tkwiły zakurzone na moim pendraku. Zabrałam się za robienie kolaży, które chcę pokazać. Póki co wstawiam tylko trzy, ale tych zdjęć jest na tyle dużo, że niedługo zrobię jeszcze jakieś kolaże.
  Zdjęcia robię cyfrowym aparatem firmy cannon, marzę o lustrzance, ale moja cyfrówka spisuje się całkiem nieźle. Chcę tylko zaznaczyć, że nie przerabiam swoich zdjęć, wszystkie kolory są uzyskane przez aparat.








Jak widać, wzięłam się też w końcu za zrobienie nagłówka. Nawet mi się podoba. Jestem już trochę zmęczona, chyba pójdę spać. Nawet nie mam siły na nadzieję, że będzie lepiej...

sobota, 12 stycznia 2013

10. A little problems

  Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie. 

   Witajcie... Ten cytat jakoś pasuje mi na dzisiejszy trudny dzień. Nie żeby wczorajszy był łatwiejszy... ech. 
Sama nawet nie wiem czy chcę o tym pisać. Wydaje mi się, że nie, ale wiem jedno - nie mogę wciąż i wciąż tłumić w sobie emocji, nie mogę ich zabijać, bo co się wtedy stanie? Kim będę bez moich uczuć? Nieważne jak bardzo to boli, to jest właśnie życie i chcę je czuć całą sobą. 
   Jak już wspominałam - moja mama ciągle nie czuje się dobrze, więc zajmuję się moją siostrą jak i domem. Wczoraj tak wyszło, że nie umyłam naczyń dzień wcześniej, nie miałam już siły, by zrobić to wieczorem, zrozumcie, cały dzień opiekujesz się małym dzieckiem, a w dodatku musisz załatwić masę innych spraw, jak sprzątanie, zakupy, a nie masz nikogo do pomocy. Mama zrobiła mi niesamowitą awanturę. Aż dziw bierze, że nie ma siły wtsać z łóżka, ale doskonale radzi sobie z krzyczeniem na mnie i biciem mnie butem po twarzy. Tak, to są realia w moim domu, jakkolwiek okropnie to brzmi, tak jest i muszę sobie z tym radzić. Sama. Muszę tłumić w sobie to jak się czuję, nie mogę nawet podnieść głosu, te wszystkie emocje kipią we mnie, chcą ze mnie wyjść w jakikolwiek sposób. 
  W maju chciałam lecieć do Polski, to jedyna perspektywa, która dawała mi jakąś siłę do życia, sprawiała, że byłam szczęśliwa, w jakiś poręcony sposób, ale byłam. Brat chłopaka mojej mamy chciał mi załatwić pracę, muszę zarobić sama, miałam do niego zadzwonić, żebyśmy załatwili to jak będzie mieć czas. Mama zabroniła mi pójść do pracy. Powiedziała, że się to nieczego nie nadaję, że nawet w domu wszystko nie jest zrobione. Chciałam jej wytłumaczyć, że do cholery, mam 16 lat, a ona traktuje mnie jak nastoletnią matkę, że nie jestem w stanie przez cały dzień utrzymać porządku w domu, robić zakupów z moją półtoraroczną siostrą na głowie. Powiedziałam, że przecież, gdy będę pracować w pubie, nie będę musiała opiekować się dzieckiem, tylko skupić się na swoich obowiązkach. Jej rekacją było: będziesz musiała. 
  A dzisiaj? Ona nigdy nie mówi, krzyczy cały czas, bez przerwy, nie pamiętam u niej normalnego tonu. Krzyczy na mnie, na Laurę, chociać i ja i ona tylko staramy się czymś zająć, zejść jej jakoś z drogi. Oby dwie jesteśmy sterroryzowane przez własną matkę. Poodkurzałam dzisiaj cały dom, zostały mi tylko schody. Mam cukrzucę, o tym nie wspominałam, zrobiło mi się słabo, chciałam na chwilę usiąść, po tym jak napiłam się mleka, które miało podnieść mi cukier, nie pozwoliła mi, powiedziała, że jak zawsze coś mi się dzieje, że mam swoje chore wymówki. Prosiłam ją, ale mi nie pozwoliła. Chciałam wziąć odkurzac na górę, wchodziłam po schodach i wtedy zasłabłam i upadłam. Udało mi się podnieść, mama mnie uderzyła, zaczęła wyzywać od suki i francy, jakimś cudem uniknęłam kolejnego ciosu i poodkurzałam schody, dźwięk odkurzacza zagłuszał jej wyzwiska. Mamy taką bramkę dla dzieci zamątowaną przy schodach, zaczęła mnie wyzywać, że ją popsułam, już nie chcę o tym mówić... nie popsułam jej, podeszłam do brami, żeby pokazać jej, że działa i nic się z nią nie stało. 
   Trochę brakuje mi sił. Zniosłabym to wszystko gdybym miała tą jedną jedyną perspektywę - wyjazd do Polski, praca. Porozmawiam z nią jeszcze, powiem, że nie chcę nic poza tym, żeby pozwoliła mi zarobić na ten wyjazd, że chcę tylko tego. 
  Rozmawiałam wczoraj z moją chrzesną. Mama nie utrzymuje kontaktu z nikim ze swojej rodziny, przez co moje też są ograniczane. Rok temu w ferie, pojechałam do mojej matki chrzesnej. Od tej pory jakoś się kontaktujemy. Wczoraj była taka kochana, nigdy nie dostałam od nikogo z rodziny prezentu na żadną okazję, powiedziała, że jak nie uda mi się z pracą, to ona już rozmawiała ze wszystkimi, że załatwią mi pieniądze, że mój kuzyn ma w maju komunię, żebym się z nimi spotkała, że każdy o mnie pyta... Po raz pierwszy w życiu poczułam, że mam jakąś rodzinę poza samymi rodzicami i moją siostrą. 
  Tak naprawdę nikt nie rozumie sytuacji w jakiej stoję. Nawet moja ukochana przyjaciółka. Nikt. Z mamą nie da się rozmawiać. Tata nie zabierze mnie do siebie. Do mamy nic, nic, nic nie dociera, próbowałam wszystkiego. Tylko Ania (chrzestna), wie jak jest, dorastały razem, miała dokładnie tak samo. W jakimś stopniu może nie jestem sama.... Nie wiem.
   Zaczęłam słuchać niesamowitego zespołu One Ok Rock. Słuchając wczoraj tej piosenki, poczułam jakąś siłę. Czytajcie tłumaczenie. 

środa, 9 stycznia 2013

9. Niebo jest wszędzie

   Witajcie. Właśnie usiłuję znaleźć odpowiedni obrazek, by zrobić lepszy nagłówek, ale widocznie jestem za bardzo wymagająca. Może do jutra mi się uda.
  W końcu ustawiłam polskie znaki na moim angielskim laptopie, wreszcie mogę normalnie pisać. Mam teraz masę pracy w domu, mama czuję się już trochę lepiej, ale mimo to na mojej głowie jest teraz opieka nad siostrą, sprzątanie, zakupy. Wsześciej również starałam się dużo pomagać w domu, ale teraz jest inaczej. O wiele łatwiej jest, gdy ma się kogoś do pomocy, samemu trudno dać radę, zwłaszcza z małym gremlinem, który cały czas plącze się pod nogami. Mam teraz chwilę, bo akurat śpi.
                                                                                           *
  Tak jak mówiłam, chciałabym napisać o pewniej książce. Jest bardzo znana, została nominowana do najwyższej nagrody literackiej w Wielkiej Brytanii. Nie jest moją ulubioną powieścią, ale mimo to, czytałam ją sześć razy, teraz czytam siódmy.
  Książka opowiada o siedemnastoletniej dziewczynie, załamanej po śmierci jej siostry. Już z pierwszej strony, dowiadujemy się, że Lennie ( Lennon Walker), nie miała nikogo kto byłby dla niej ważniejszy niż ta jedna osoba. Len nigdy nie była duszą towarzystwa, wiodła raczej spokojne życie, mimo szalonych pomysłów szalonej przyjaciółki. Jak sama mówi - ukrywała się w żółwiej skorupie.
 Śmierć Bails zmieniła wszystko. Zeminiła calą Lennie, zmieniła jej poglądy na świat, otworzyła jej oczy, pozwoliła dostrzec własne marzenia i nieograniczone możliwości. Ta zmiana zachodząca w głównej bohaterce jest doskonale widoczna. Pomyśleć, że coś dobrego może wyniknąć z największej tragedii jaka nas spotyka...
  Ponatdto Len wplątuje się w niezłe kłopoty, jest coraz bliżej z chłopakiem swojej siostry, mimo, że niejaki Joe Fontaine, za którym uganiają się wszystkie dziewczyny, jest nią bardzo zainteresowany, mimo, że Lennie się w nim zakochuje.
 Książka jest świetnie napisana, ogrom metafor, żartów, osobliwości postaci nie pozwala zapomnieć o tej powieści.
  O tak, główne postaci są bardzo osobliwe.
Sarah - przyjaciółka Lennie, piękna blondynka, która miesza praktycznie wszystkie możliwe style, imprezuje s prędkością światła, jest feministką, która jednak ugania się za chłopakami.
Joe - Joe Bajeczny Fontaine, jak został nazwany przez Len. Muzyczny geniusz, totalnie pijany życiem.
Toby - milczący, spokojny, oszalały z miłości do Bails, w połowie skate, w połowie kowboj.
Gram - babcia Lennie. Ogrodowa Guru, z niesamowitą energią i wigrą.
Big - wujek Lennie, rozmawia z drzewami, żeni się raz w roku, ,,pali więcej zielska niż cała jedynasta klasa".
  Ta opowieść sprawia, że targają nami różne emocje. Płakałam i śmiałam się, nie mogłam się od niej oderwać, gdy czytałam pierwszy raz.
  Poniżej widnieje zdjęcie polskiej okładki. Bardzo mi się podoba, dziewczyna jest piękna, kolorystyka świetnie dobrana. Z początky wydawało mi się, że to Lennie, teraz jednak myślę, że to Bails. Bails, która z Nieba poznaje historię swojej siostry. 

 

niedziela, 6 stycznia 2013

8. O maly wlos...

Ohayo! Och, ile sie wydarzylo w tym tygodniu.Az trudno mi uwierzyc, ze tak sie porobilo. Na szczescie juz jest dobrze. Ale od poczatku...
  Moja mama od jakiegos czasu nie czula sie najlepiej, moze nawet o tym wspominalam. W poniedzialek, w dzien nowego roku jej chlopak zawiozl ja do szpitala. Bogu dzieki, gdyby nie to... w szpitalu mysleli, ze jej nie uratuja. Tak naprawde mama powiedziala mi o tym dopiero dzisiaj, kiedy juz bezpiecznie jest w domu. Gdybysmy nie zawiezli jej wtedy do lekarza... nawet nie chce o tym myslec, ale prawda jest taka, ze w nocy umarlaby. Czuje sie winna, ze tak sie stalo. Czesto wyobrazalam sobie, ze zycie bez niej byloby lepsze, ze chcialabym zeby odeszla na zawsze... mam wrazenie, ze moje podle myslenie w jakis sposob przyciagnelo to co sie stalo. A moze... moze Bog chcial mi cos zobrazowac?
  Dobrze, ze mama juz wrocila. Nadal jest oslabiona. W poniedzialek konczy mi sie przerwa od college'u, ale nie moge wrocic. Musze pomoc mamie, sama nie da sobie rady z Laura. Wlasnie, Laura... Gremlinek tez musial sie naprzezywac, mama nie opuscila jej nawet na jeden dzien, przez cale jej poltoraroczne zycie.
  Juz 10 stycznia bedziemy miec normalny internet. Nie moge sie doczekac, dobrze, ze to juz tak niedlugo. Nawet nie mam mozliwosci obejrzenia anime, co doprowadza mnie do szalu, bo udalo mi sie wciagnac w ,,Durarare". Ledwo moge dodac notke na bloga.
 Mysle nad tym jaka zastosowac sobie diete. Diete, ktora przemieni mnie w dziewczyne jaka chce byc. Wydaje mi sie, ze najodpowiedniejsza bedzie dieta piec posilkow. Dziewczyna z mojej starej szkoly ja stosowala, jest nie do poznania. Rozmawialam z nia kiedys o tym, powiedziala, ze w miesiac zrzucila 7 kilogramow. Moje marzenie.... Tak naprawde to marze o wadze 56 kilogramow. Dobrze, wiec decyduje sie przejc na ta diete.
  Mysle, ze najlepiej bedzie odzywiac sie glownie warzywami i jogurtami naturalnymi. Dosc rygorystycznie. Chcialabym od razu przejsc na wegetarnianizm. Bede musiala takze pomeczyc sie z cwiczeniami. Ciekawe jak dlugo zajmie mi dojsce do upragnionej wagi? Mam nadzieje, ze wszybko to zrzuce, tak bardzo mi na tym zalezy.
  Jestem zmuszona zakonczyc dzisiejsza notke, w nastepnej chcialabym napisac o pewnej ksiazce, ktora warto przeczytac... moze nawet szesc razy, jak ja?

wtorek, 1 stycznia 2013

7. Nowy rok, jedno postanowienie

 Ohayo! Dostalam kilka rad na temat prowadzenia bloga, jak widac z checia sie do nich zastosowalam, zaczynajac od zmiany wygladu. Mam nadzieje, ze teraz patrzy sie milej.
  Z tego co udalo mi sie przeczytac na blogach czy facebook'u, wiekszosc osob spedza ten dzien z przyjaciolmi czy na imprezie. A ja? Ja pilnuje dziecka kolezanki mojej mamy. Slodka, urocza dziewczynka, troche mlodsza od mojej siostry. Pamietam jak cudwonie bawilam sie rok temu z moja przyjaciolka. Staram sie nie myslec o tym, ze dzieli nas 1500 kilometrow, porozmawialysmy dzisiaj przez telefon. Bardzo za nia tesknie, ale brakuje mi rowniez innych cudownych osob. Nie chce jednak byc smutna, chce cieszyc, ze mam mam tych ludzi, nawet jesli sa tak daleko.
                                                                                   *
  W tym roku nie mam wielu postanowien. Tak naprawde mam tylko jedno, ale jest ono bardzo wazne i wymaga mnostwo pracy. Chce zaakceptowac siebie. Zmienic sie do tego stopnia, by moc sie zaakceptowac. Zrzucic nieporzadane kilogramy, otworzyc sie na ludzi, na szczescie, byc taka jaka jestem w marzeniach. Bo co mi szkodzi? Dlaczego tego nie urzeczywistnic? To bedzie bardzo pracowity rok, ale jestem pewna, ze mi sie uda. Nie chce cale zycie ukrywac sie w cieniu smutku. Juz nie.
                                                                                   *
 Nie wiem dlaczego jestem tak bardzo zmeczona. Oczy same mi sie zamykaja. Moja mama sie rozchorowala, wczoraj caly dzien musialam zajmowac sie moja mlodsza siostra, dawno nikt mnie tak nie wymeczyl, wieczorem nawet nie mialam sily posiedziec przy komputerze. A teraz? Milo, ze panstwo, ktorych coreczki pilnuje udostepnili mi laptopa, pewnie gdyby nie to, juz dawno bym zasnela.
  Nie mam sily nawet na to, by obejrzec ,,Durarara!", co mnie dziwi. Anime jest rewelacyjne, bardzo mnie wciagnelo, a poki co nie mam w domu internetu, podlaczam sie pod Wi-Fi i nie zawsze mam mozliwosc obejrzenia. No coz...
  Pozostaje mi zyczyc wszystkim Szczesliwego Nowego Roku!

sobota, 29 grudnia 2012

6. Cel

 Ohayo! Dzisiaj czuje sie tak... normalnie. Nie pamietam kiedy ostatnio spedzlam noc w ten sposob, zazwyczaj przeplakuje ten czas, gdy slucham muzyki, ogladam anime czy pisze na forum. Dzisiaj czuje w sobie sile. Moze to jest wlasnie prawda? Bo mam sile. Mam wybor, moge zmienic wszystko w moim zyciu i to wlasnie zamierzam zrobic.
 Zdecydowanie nie naleze do szczesliwych osob. Mam mnostwo kompleksow, glownie zwiazanych ze swoja waga. Zmagam sie z tym juz jakies dwa lata, caly czas jest tak samo, chudne i tyje, chudne i tyje i tak bez konca. Mam tego dosc. Dlaczego mam unieszczesliwiac sama siebie? Co zamierzam zrobic? Zamierzam dojsc do mojej wymarzonej figury. I zrobie to. Chce sie troche oczyscic, przez jakis czas mam zamiar odzywiac sie jedynie marchewka. Zdaje sobie sprawe z tego jak zabawnie to brzmi.
 Kolejna sprawa, jezyk. Musze polepszyc moj angielski jak tylko moge. Zaczelam zauwazac, ze ostatnio duzo zaczyna sie poprawiac w tej kwestii, ale mam zamiar ciezej nad tym pracowac.
 Next... blog. Chce miec czytelnikow, chce miec dla kogo pisac, chce moc wstawiac tutaj swoje opowiadania. Nie wiem w jaki sposob moge sie wybic, ale musze probowac.
                                                                     *

 Moje zycie jest troche nudne, od kiedy sie z nikim nie spotykam. Nie przeszkadza mi to az tak bardzo, przynajmniej jest prawdziwe, bez tych wszystkich klamstw, polprawd i unikow. Udalo mi sie dzis w koncu zadzwonic do mojej przyjaciolki. Moje konto swieci pustkami, mama porzyczyla mi telefon. Dala mi 15 minut, ktore sie jednak przedluzyly. To i tak za malo. Bo ile slow mozna wymienic z przyjaciolka w tak krotkim czasie? Niewiele, ale wazne, ze chodziasz ja uslyszalam.
 Mam nadzieje, ze uda mi sie wkrecic do jakiejs pracy, chce leciec do Poslki w maju.
                                                                      *
  Ach, moje krotkie notki. Naprawde, wiem, ze sie powtarzam, ale gdy nie masz dla kogo pisac, nawet nie chce ci sie starac. Mam nadzieje, ze to sie zmieni. Jak najszybciej. Na pozegnanie uracze osoby przewijajace sie przez moj blog piosenka, ktora nie moze wyjsc z mojej skolatanej glowy.

środa, 26 grudnia 2012

5. Walka z losem

   Jutro mija miesiac od ostatniej notki. Nie pisalam, dlatego ze zdaje sobie sprawe z tego, ze nikt nie czyta.
Ale nie mam zamiaru sie poddawac, poczatki sa trudne, bede pisac, az komus zechce sie czytac.
  Ostatnio zdarzylo sie kilka przykrych rzeczy.  To dosc dluga historia, ktora jednak chce komus opowiedziec.
 Od ponad roku mam problemy z moja mama. Kiedy urodzila sie moja siostra, mama bardzo sie zmienila. Wczesniej byla idealna matka, taka o ktorej marzy kazda nastolatka, zadbana, piekna, co weekend chodzila na impreze z przyjaciolka czy swoim chlopakiem, moglam z nia porozmawiac o wszystkim, nawet o najintymniejszysz sprawach. Nikt nie byl dla mnie takim wsparciem jak ona.
 Potem cos zaczelo sie psuc. Zaczelam dojrzewac, zmienil sie moj swiatopoglad, buntowalam sie przeciw wszystkiemu. Klocilysmy sie caly czas, nie byly to zwykle spiecia, mama zaczela mnie bic, czego nigdy wczesniej nie robila, zamiast mowic, ze mnie kocha, krzyczala, ze mnie nienawidzi. Zawsze byla bardzo zapracowana, to bylo cale jej zycie.
  Urodzila sie Laura. Urodzila sie moja siostra, a ja nagle przypomnialam sobie o tym, ze kocham moja mame. Nadal zdarzaly nam sie klotnie, czasem nawet te gigantyczne, ale bylo inaczej.
 Jednak... mama musiala przestac pracowac, teraz mieszkamy w Anglii, niestety, mama moze poswiecic sie jedynie wychowaniu mojej rocznej siostry. Wszyscy jej znajomi zostali w Polsce, siedzi w domu praktycznie 24/h. I nie dziwie sie, ze to ja dobija.
 W Anglii poznalam dwie Polki, ktore tak jak ja, maja 16 lat.
Daly mi zludne poczucie przyjazni. Czesro kiedy sie spotykalysmy, mama kazala mi wracac do domu po dwoch czy tez trzech godzinach, potrzebowala pomocy przy Laurze. Nigdy nie mialam o to pretensji.
 Ostatnio zaczelam zuwazac, ze dziewczyny wykluczaja mnie ze wspolnych spotkan. Mialysmy wspolne plany na Sylwestra, przypadkiem dowiedzialam sie, ze umowily sie z jakas starsza o szesc lat dziewczyna, ze pojada na impreze do duzego miasta, jakies dwie godziny drogi stad.
  Napisalam do jednej o co chodzi, jej odpowiedz nie tyle mnie zabolala, co zwyczajnie zdenerwowala. Powiedziala, ze nie bedzie tracic takiej okazji ze wzgledu na mnie, ze jest pewna, ze moja matka zadzwoni do mnie i kaze mi wracac.
 Nie mam zamiaru sie juz z nimi spotykac. Jasne, moja mama ma mnosto wad, bywa okrutna, ale mimo to, kocham ja, mimo to, ze czasem mysle, ze jej nienawidze, to do niej ide kiedy mam naprawde duzy problem. Mimo to, ze caly czas jest dla mnie zmina, pomaga mi. I wiem, ze mnie kocha, nawet jesli mowi, ze jest inaczej. Oj, polecialy lzy. To nic.
 Tesknie za moja przyjaciolka, ona nigdy nie robila problemu z tego, ze musze wrocic wczesniej, zazwyczaj po prostu szla do mnie i razem zajmowalysmy sie moja siostra. Tesknie nawet za tym co kiedys mnie u niej denerwowalo - za spoznialstwem. Co z tego, ze umawiamy sie na pietnasta, bede o siedemnastej, ale nie zadzwonie, zeby ci o tym powiedziec. Nie przypuszczalam, ze kiedys zacznie mnie to bawic.
 Tesknie jak za nikim innym.